Zanim dom wypełnił się zapachem świątecznego ciasta, życie toczyło się w rytmie wyznaczanym przez Wielki Post i Adwent. Był to czas wyciszenia, ale też kulinarnych wyrzeczeń, które miały przygotować ciało i ducha na nadchodzące świętowanie.
W Adwencie i podczas Wielkiego Postu, szczególnie w piątki, kuchnia była skromna, wręcz ascetyczna. „Zachowanie postu w Wigilie i piątki” było żelazną zasadą, której przestrzegano w każdym domu.
Królową postnego stołu była woda śledziowa – prosta, kwaśna zupa na bazie wody, w której moczyły się solone śledzie, z dodatkiem śmietany, cebuli i ziemniaków w mundurkach. Dziś może brzmieć to egzotycznie, ale kiedyś to właśnie ona pozwalała przetrwać długie tygodnie oczekiwania. Jadano też gęste żury i zalewajki na zakwasie z mąki żytniej, które syciły i rozgrzewały, nie łamiąc zasad postu.
Kulminacją zimowego cyklu była Wigilia. To ten jeden wieczór, kiedy surowe zasady postu mieszały się z odświętnością i magią. Choć na stole nie było mięsa, bogactwo smaków i aromatów było oszałamiające.
W wielu domach wieczerzę rozpoczynała siemieniotka – niezwykła, niemal czarna zupa z utartego siemienia konopnego, podawana z kaszą, którą dziś rzadko już można spotkać. Obok niej, lub zamiast niej, pojawiała się zupa z suszonych owoców – śliwek, jabłek i gruszek – której słodki zapach unosił się w całym domu. Obowiązkowo musiała być też kapusta – często podawana z grochem, przygotowywana dzień wcześniej, by „przeszła smakiem”.
Atmosferę tworzyły nie tylko potrawy, ale i wystrój. Choinka, pachnąca lasem, nie błyszczała od plastikowych bombek. Wieszano na niej to, co urodziła ziemia: rumiane jabłka, orzechy i pieczołowicie wypiekane w domu pierniczki.
Święta wykraczały poza progi domu. Nasi rozmówcy ze wzruszeniem wspominają piękny zwyczaj dzielenia się opłatkiem ze zwierzętami. Resztki wigilijnej kolacji i kolorowy opłatek zanoszono do obory, dodając je do siana, wierząc, że zapewni to bydłu zdrowie i siłę na cały rok. W drugi dzień świąt, czyli w św. Szczepana, od domu do domu chodzili kolędnicy – „Herody”, przynosząc wesołość i życzenia.

